niedziela, 22 września 2019

Papierova.

Chciałam napisać o tym już jakiś czas, ale dzisiaj jest najlepszym dniem na taki post.

Ale na początku chciałam zaznaczyć, że piosenką przewodnią tego posta jest Paweł Domagała - Weź nie pytaj. Ot, totalny banał, ale sentyment mam tak ogromny, że musiałam o niej napisać.

Równo rok temu On robił na śniadanie naleśniki ze szpinakiem, a ja przypadkiem podbrudziłam krawat (nie mój) sosem pomidorowym.
Równo rok temu o tej porze jechałam odebrać mój bukiet ślubny. Był piękniejszy niż mogłam sobie wymarzyć. Kolorystycznie i kwiatowo idealnie do mnie pasował.
Równo rok temu odebrałam też tort, który również był lepszy niż mogłam pomyśleć. Chociaż najpierw zapomniałam zabrać ważny kwit, ale na szczęście, obyło się bez niego.
Równo rok temu prawie zemdlałam z nerwów, kiedy myślałam o tym wszystkim, co mnie za chwilę czeka. A dzień wcześniej On zgubił portfel z dokumentami. Dzień przed ślubem. Na szczęście znalazł.
Przeżyłabym to jeszcze raz, wszystkie te nerwy i wątpliwości, których teraz absolutnie nie mam. Przeżyłabym to jeszcze raz, ale oczywista oczywistość  - z tym samym człowiekiem.

Słyszałam wiele opinii o tym, jak to pierwszy rok po ślubie jest najłatwiejszy. Słyszałam też, że najtrudniejszym. Moim zdaniem - był po prostu kolejnym rokiem razem. Ani lepszym, ani gorszym.
Jedyną różnicą było moje nowe nazwisko, do którego nadal trochę się nie przyzwyczaiłam, ale bardziej... oswoiłam.

Zawsze mówiłam, że kto jak kto, ale ja męża mieć nigdy nie będę. Nie i koniec. Nie jest potrzebne mi to do szczęścia, to tylko papierek, niepotrzebne zobowiązanie. I tak żyłabym pewnie dalej, gdybym nie trafiła na właściwą osobę. Bo chyba o to właśnie chodzi - o to, żeby znaleźć osobę, z którą chce się budzić rano.

Lubię mu robić kawę i zanosić do łóżka, kiedy On otwiera oczy i zaspanym uśmiechem mówi "dzień dobry", albo "cześć, kocie".
Lubię, gdy czasami, po ciężkim dniu w pracy, zabiera mnie do sklepu zoologicznego żebym popatrzyła na świnki morskie i króliki - bo mimo że nieprędko będę mogła kupić jakiegoś zwierza, to lubię je czasami pójść i pomiziać, albo tylko popatrzeć bo to jednak poprawia mi humor.
Lubię kiedy idzie na zakupy i ot tak, bez powodu, przynosi mi moje ulubione lody.
Lubię kiedy mogę mu powiedzieć o nowej palecie cieni, która tak bardzo mi się podoba. I chociaż wiem, że jego to kompletnie nie interesuje, to wiem też, że słucha.
Lubię znosi moje zachwyty nad każdym mijanym psem.
Lubię, że jest. Lubię być z Nim i lubię gdy jest ze mną.

Czasami, gdy tak sobie wspominamy nasz ślub to oboje zgodnie twierdzimy, że to był dobry dzień. Taki... nasz. Od początku do końca taki, jak sobie umyśliliśmy. Nie chcieliśmy wesela, nie chcieliśmy tłumu ludzi, z którymi na codzień nie rozmawiamy, ale których wypada zaprosić na ślub bo cośtamcośtam. Chcieliśmy ten dzień spędzić w gronie najbliższych, bez niepotrzebnych tańców, zabaw weselnych i całej pompy. Było idealnie. Dosłownie, idealnie.

Chciałam żeby ten rocznicowy post był pełen banałów i wyznań miłości, zdań o tym, jak to ten ślub odmienił moje życie, ale prawda jest taka, że przed ślubem kochałam tak samo, jak kocham teraz. Całą sobą i tak, że chyba bardziej nie mogę.
I to chyba tyle. Życzę sobie i nam, żeby takich wspólnych lat było przed nami jeszcze ogrom, żeby każdy dzień był pełen przytuleń i rozmów, śmiechu i... bycia razem, tak po prostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Kredka pisze. , Blogger